Życie niemal na pewno ma sens - Albert Einstein
Kategorie: Wszystkie | piosenka tekst
RSS
środa, 18 listopada 2009
Samotna kobieta i zepsuty samochód

   Kiedyś było tak : samochód sie zepsuł, dzwoniłam do M., M. przyjeżdżał nawet, jak mu się nie chciało, bo dbał o swoją reputację i nie chciał, żebym opowiadała teściowej, jakim to złym M. jest M. No, więc przyjeżdżał, brał na hol i ciagnął do warsztatu. Ja swoją znajomość samochodu ograniczałam do umiejętności wlewania paliwa oraz uzupełniania płynu do spryskiwaczy. Oraz sprawdzania dat przeglądów.

A teraz nagle dowiedziałam się, że mam w samochodzie maglownicę. I nie ma to nic wspólnego z maglem. Mam maglownicę i różne inne takie, których nazw nawet nie jestem w stanie zapamiętać. I ta maglownica ma bardzo wymierną, bardzo odczuwalną wartość, o którą zostanie uszczuplone moje konto. Mam też sprzęgło, ale jest do kitu, więc też będę miała nowe. I jeszcze obręcz. I wcale nie chodzi tu o obręcz hula hop.

To bardzo pouczające być samotną kobietą i mieć samochód, który nie jeździ. Naprawdę otwiera się przed człowiekiem nowy świat, którego istnienie człowiek tylko mgliście przeczuwał. Hm, w tej sytuacji może nawet nauczę się sama uzupełniać olej? I sprawdzać ciśnienie w oponach, bo podobno też trzeba...

17:02, italiza
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2009
Życiowo

   Ostatnio było filmowo, dziś zatem trochę życia. A kiedy w życiu pojawiają się zawirowania, to często dotyczą także finansów. Jeśli zawsze miało się do pieniędzy podejście rzeczowe i świadome, to zawirowania życiowe mogą tak bardzo nie dotknąć. Ale kiedy stosunek do pieniędzy był raczej dość, powiedzmy, swobodny, a zaufanie pokładane w drugiej stronie zbyt daleko posunięte, to zawirowania życiowe mogą sprawić, że poczujemy się, jak nieoczekiwanie oblani sporym wiadrem lodowatej wody. Rachunki, opłaty, ubezpieczenia, opłaty bankowe, kredyty, pożyczki, podatki no, i codzienne, zwykłe wydatki. Jak się w nich orientować, jak nad nimi zapanować, jak utrzymać pod kontrolą i przeżyć do wypłaty nie wpadając w panikę, gdy trzeba na przykład oddać samochód do mechanika, wydając na to dodatkową kasę? W nowym życiu postanowiłam zrobić noworoczne postanowienia nie czekając na Nowy Rok i zająć się swoimi finansami w sposób świadomy i rzeczowy właśnie. W tym celu regularnie czytuję blogi poświęcone gospodarowaniu i zarządzaniu pieniędzmi z własnego portfela. Analizy ekonomiczne dotyczą wielkiej gospodarki, a blogi to dobre miejsce na zastanowienie się nad własnym budżetem. Dlatego dziś chciałabym polecić kilka, na które warto zaglądać, jeśli kryzys, nie ważne, czy ekonomiczny, czy życiowy, nas dotknął. Dzięki nim zrobiłam sobie porządny arkusz kalkulacyjny i dokładnie wiem, na co i gdzie gotówka mi się rozchodzi. A to wiedza bardzo pouczająca, więc polecam!

To blogi, z których się uczę:

Finanse osobiste kobiecą ręką

Finanse domowe

Frugal

Moje pieniądze

Zapiski Frugalistki

13:05, italiza
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2009
Jeszcze o Meryl Streep

 Bo kocham tę kobietę po prostu. Za to, co robi dziś...

... i za to, co robiła kiedyś.

 

16:20, italiza
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
Julie & Julia

    Smakowita zabawa. Dzięki Meryl Streep. Aktorki "w pewnym wieku", która nie musi już udowadniać, że jest aktorką znakomitą i od jakiegoś czasu bawi się swoim wizerunkiem i wybiera role, o które kiedyś nikt by jej nie podejrzewał. I jest w tym znakomita.

Film zrealizowano na podstawie książki, a książkę na podstawie bloga. Cofając się do źródeł, można poczytać tutaj.

05:17, italiza
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009
This Is It

   Film dokumentalny Martina Bashira "Living with Michael Jackson" pokazał Jacksona-ekscentryka, czasami denerwująco kiczowatego, czasami rozbrajająco naiwnego. Film "This Is It" Kenny'ego Ortegi odkrywa życie za kulisami bez wchodzenia w życie prywatne. Ortega pokazał Jacksona - profesjonalistę, artystę, który doskonale wie, czego oczekuje od siebie i innych w czasie koncertu. Zarzucono  reżyserowi, że to obraz wyidealizowany, że nie pokazuje dolegliwości, z którymi zmagał się Jackson w czasie przygotowań do swojego powrotu na scenę. Ale zastanawiam się, czy człowiek, który miał takie problemy, o jakich rozpisywały się gazety po jego śmierci, mógł być w takiej formie w czasie prób. Kiedy się odbywały, krytycy żartowali, że Jackson rozpadnie się w czasie występów w Londynie. Bo przyzwyczailiśmy się już do postrzegania go poprzez operacje plastyczne, jego znikający nos i bladą skórę, jego procesy sądowe i, oględnie mówiąc, kontrowersyjne wypowiedzi i zachowania. Umknął w tym wszystkim artysta. Bo był artystą i to w starym stylu, takim, jakich wśród młodszych znaleźć coraz trudniej. Pisał swoje piosenki, dokładnie wiedział, jak mają ostatecznie brzmieć i czego oczekuje po swoich występach. W świecie, gdzie to producenci rządzą, a artyści mogą tylko pasować do wizerunku albo nie, to przecież coraz rzadsze.

   Można zarzucić filmowi "This Is It", że jest laurką, wyidealizowanym hołdem albo zbijaniem kasy na tragedii. Ale ja cieszę się, że film powstał, bo Jackson był w świetnej formie, a jego koncerty naprawdę zapowiadały się na wyjatkowe show. Dzięki dokumentowi Ortegi ta praca wszystkich ludzi, którzy byli w nie zaangażowani, nie przepadła. 

 

22:43, italiza
Link Dodaj komentarz »
Solista

   W tym filmie nie ma lukru, morału, ludzi pozytywnie nastawionych na cel i historii miłosnej zakończonej happy endem. Jest za to historia schizofrenika, który przez swoją chorobę stracił możliwość zrobienia kariery wiolonczelisty, choć talent i miłość do muzyki, mimo choroby, pozostały. Jest Ameryka brudna i biedna, ta wstydliwie ukrywana przez zasobne przedmieścia w stylu Wisteria Lane. I pozostająca nieco w tle, choć postać pierwszoplanowa, historia dziennikarza, który przez przypadek trafia na schizofrenika zarabiającego na życie graniem na ulicy.

Zastanawiałam się, o czym tak naprawdę jest ten film. O schizofrenii, zapętleniu, z którego nie sposób się wydostać? O cynizmie współczesnych mediów, które w poszukiwaniu historii zwiększającej nakład, wykorzystują ludzkie tragedie, bo te lepiej się sprzedają? I pomyślałam, że to film  o podejmowaniu decyzji. Trudnej sztuce wyboru, czy pomagać komuś wbrew jego woli, czy pozwolić, by żył tak, jak chce, choć może to nie jest dla niego najlepsze. Przed takim wyborem staje dziennikarz, który chce naprawić życie genialnego schizofrenika, siłą podać mu leki i zsocjalizować w normalnym społeczeństwie. Ale to wcale nie uszczęśliwia zainteresowanego, który nie chce mieszkania i uznania melomanów, którzy przyszli na jego koncert. Zatem pozwolić, by żył tak, jak chce, i według obowiązujących norm zmarnował sobie życie, czy siłą uszczęśliwić, "unormalnić", by wykorzystał swój talent?

Aha, film opowiada prawdziwą historię autentycznych ludzi.

solista

 

11:37, italiza
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009
Odchodzenie

   W naszym świecie pozostało już tylko jedno tabu. Śmierć. Celebrujemy Dzień Wszystkich Świętych, wspominamy tych, którzy odeszli. Ale na co dzień śmierć jest pomijana, ignorowana, nie zauważamy jej, nie bierzemy pod uwagę, że kiedyś spotka każdego i jest to jedyna rzecz, której w życiu możemy być pewni. Dziś umiera się za szpitalnymi drzwiami, w sterylnych warunkach OIOM-u, samotnie, choć śmierć i tak jest najbardziej samotnym doświadczeniem, jakie można sobie wyobrazić.

Jestem świadkiem odchodzenia. W domu, w rodzinie, w otoczeniu przyjaciół. Boleśnie długo, ale godnie. Dla najbliższych to bardzo trudne odejście, ale dla osoby, która odchodzi, spokojne i godne właśnie. Zbyt wczesne, zbyt szybkie. Ale dla tych, którzy pozostają, lekcja pokory i życia jednocześnie, bo życie, które teraz gaśnie, było spełnione tak, jak tylko można sobie zamarzyć, świadome i wykorzystane. Tylko dlaczego takie lekcje odbiera się dopiero w tak ostatecznych chwilach, na co dzień po prostu gnając przed siebie, jakby życie było nieskończone?

16:16, italiza
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 października 2009
Jak zostałam groupie

   W moim życiu znowu zadecydował przypadek i życzliwość innych ludzi. Bo jeszcze rano nie wiedziałam, że wieczorem wybiorę się na koncert, na którym się znalazłam.

Pusta scena, tylko sześć wysokich stołków, sześć butelek z wodą i fortepian, choć w czasie koncertu potrzebny był zaledwie raz. I cała feeria dźwięków. To niewiarygodne, co można zrobić z ludzkim głosem. I jak przy okazji można się bawić. I bawić innych. Sześciu facetów i półtorej godziny muzyki bez wytchnienia, spokojnych klasyków (mój ulubiony standard Smile), swingu, gospel i dudniącego w płucach R'n'B. A wszystko to a capella, bez żadnych dodatków do ludzkiego głosu (no, z tym jednym wyjątkiem przy fortepianie). Pełna Sala Kongresowa i atmosfera, jak w jazzowym klubie na Manhattanie. Półtorej godziny wypełnione wyłącznie śpiewem i absolutna perfekcja. Jednym słowem Take 6.

   Po koncercie podpisywali płyty. Ani śladu zmęczenia, choć to pewnie dzięki rutynie, bo śpiewają razem prawie ćwierć wieku. Zwykle tego nie robię, nie zbieram autografów, nie wystaję pod sceną i nie rzucam się na podziwianych przez siebie artystów (czyli groupie nie jestem, no, może bym była we wczesnej, pełnej błędów młodości, tylko wtedy w ogóle nie wiedziałam, co to groupie), tym razem jednak, namówiona, ustawiłam się w kolejce i dostałam autograf! Miałam też ochotę rzucić się na szyję Alvinowi Chea, basowi, który w tej śpiewającej orkiestrze pełni rolę całkowicie niesamowitego kontrabasu, no, ale się w porę opanowałam i oprócz cichego : -Great voice! Thank you! - nic innego nie zrobiłam. No, ale w ten sposób, chcąc nie chcąc, zostałam groupie...

10:46, italiza
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2009
Nazwisko

   No, co jest z nami, dziewczynami, że koniecznie to nazwisko musimy zmienić, albo chociaż dodać jego do swojego? Chęć symbolicznego złączenia, przyporządkowania się, iluzja, że teraz to już na zawsze, a może tkwiące ciągle gdzieś głęboko patriarchalne przekonanie, że to on jest głową, my najwyżej szyją, która może się co prawda samodzielnie ruszać, ale nazywać musi się tak samo? Kiedy więc się pobieramy, to biegamy po urzędach, po bankach, bo wszędzie to nazwisko trzeba zmienić. Ale wtedy to nam nie przeszkadza, uczucie nas pcha, jakbyśmy skrzydeł dostały, więc latamy ze szczęściem na twarzy i bez słowa skargi. Potem zostaje nam tylko jego nazwisko. I kłopot. Znowu trzeba latać. Teraz motywuje nas chęć symbolicznego zerwania łączących nas więzów. Ale to nie zawsze jest takie proste, bo może wszyscy nas znają pod jego nazwiskiem i nie podejrzewają, że Lucyna Kowalska to w istocie Lucyna Nowak. Apeluję więc - dziewczyny, zastanówcie się głeboko zanim to zrobicie! Bo potem, jak będziecie latać od urzędu do urzędu, to przynajmniej z poczuciem, że same tego chciałyście ;-) Poza tym nazwisko to nie para skarpetek, które się wyrzuca, kiedy się znudzą, więc zastanówmy się zanim cokolwiek z nim zrobimy.

19:05, italiza
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 października 2009
Wzór na szczęście

   Tak sobie grzebiąc w internecie z braku lepszego zajęcia znalazłam cymes, cudeńko po prostu. Wzór na szczęście. Ba! Wzór, którego autorem jest sam Albert Einstein. Nigdy nie byłam dobra we wzorach, ale postaram się nie przekręcić: "Jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z, gdzie x-praca, y-rozrywki, z-umiejętność trzymania języka za zębami". Hm, zgadzam się z sumą pracy i rozrywek, ale mam wątpliwości dotyczące trzymania języka za zębami. Bo czy naprawdę można być szczęśliwym siedząc cicho w kącie?

00:38, italiza
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18